Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domy na wynajem w Hiszpanii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą domy na wynajem w Hiszpanii. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lipca 2018

Syzyfowe prace III


HISZPAŃSKIE PODATKI I WYNAJEM DOMÓW WAKACYJNYCH

Mam! Otrzymałem z hiszpańskiej skarbówki certyfikat elektroniczny i mogę sam płacić podatki za hiszpański dom. Z dowolnego miejsca na ziemi, nawet bez chodzenia na pocztę i bez płacenia komuś za pośrednictwo. Działa... prawie wszystko.

hiszpańskie podatki
Czytelnicy tego bloga pewnie pamiętają, że z systemem użeram się od dłuższego czasu. Przypomnienie – w poprzednim odcinku.
Żyjąc w realiach brytyjskiego systemu skarbowego, nie mam zamiaru nigdzie łazić, nikomu odpalać doli i chcę „robić te rzeczy”, łatwo, szybko i przyjemnie. Zapomniałem już też jak było w Polsce, gdzie ludzie wciąż udają się do urzędu, wypełniają jakieś papiery, stoją w kolejkach...

Nie mam na to czasu. Wszak podatki za dom w Hiszpanii, który sam na siebie zarabia przez cały rok, trzeba płacić PIĘĆ RAZY W ROKU (oprócz tego podatki komunalne płacą się same, za pomocą stałego zlecenia). Tu jeszcze raz o tym, jak płacić podatek w Hiszpanii, za wakacyjną nieruchomość. I nie mam na to pieniędzy. Biura prawne życzą sobie tyle za usługę (w tym niepotrzebne mi obliczanie podatku – „proste jak taczki”), że całe przedsięwzięcie traci sens, biorąc pod uwagę jeszcze sam podatek i inne opłaty. Chyba, żeby się dysponowało chatą, która generuje ciężkie tysiące.

Tak więc jakiś czas temu wyklarowano mi, że zapłacić online się po prostu nie da. Trzeba mieć zainstalowane w komputerze specjalny certyfikat elektroniczny. W momencie wejścia (przez Firefoxa) na stronę skarbówki zostajemy rozpoznani przez system i możemy wypełniać formularz i płacić.
Dostać korespondencyjnie owego certyfikatu nie można. Trzeba jechać do odpowiedniego oddziału osobiście. Certyfikat jest ważny dwa lata. Przed upływem owego czasu należy go odnowić (można online – podobno).
Zdecydowałem się przejść i ową procedurę. Rozpocząć ją trzeba wcześniej, umawiając się na wizytę i otrzymując specjalny numer referencyjny. Nie da się po prostu przyjść.

hiszpański urząd skarbowy
Dzięki pomocy znanego wielu z Was biura tłumaczeń umówiłem się i przebyłem wizytę. Jest to dość szybkie spotkanie... tzn. moje było ciut dłuższe, jako że musiałem wyklarować sprawę poprzedniego podatku, który bez certyfikatu zapłaciłem z konta „na siłę” – a więc nie było tego w systemie Agencia Tributaria.

Certyfikat przychodzi na podany w zgłoszeniu e-mail. Jego instalację radzę również przeprowadzić z tłumaczem, jeżeli nie jesteście zbyt biegli w hiszpańskim. Oprogramowanie zaś dobrze ściągnąć również na pendrive, jako że ewentualna reinstalacja Windows (podobno również czyszczenie systemu) spowoduje, że ów certyfikat się ulotni. Trzeba by znów jechać do Murcii, czy gdzie tam macie urząd skarbowy...

Działa! Ale... Okazuje się, że prosto to ja mogę zapłacić podatek tylko za siebie. Ale co, kiedy nieruchomość jest również na współmałżonka? Wszak wtedy ów współmałżonek musi zapłacić połowę podatku i wypełnić osobny „PIT”. Okazuje się, że najlepiej, aby taka osoba miała osobny certyfikat, na osobnym komputerze.
Niby istnieje w formularzu możliwość płacenia za kogoś, ale system jednak wariuje, kiedy wybierzemy taką opcję. Ja upchnąłem drugiego podatnika „butami” - tzn. wpisując siebie jako wypełniającego, przedstawiciela płatnika i współpłatnika oraz nabywcę lokalu. Żona pozostała w tym formularzu tylko płatnikiem. Inaczej wyświetlają się błędy i zapłacić się nie da.

I w ten sposób jakoś zaspokoiłem swoją chęć płacenia podatków... ;-)
Jeżeli macie jakieś pytania, proszę o kontakt tutaj

czwartek, 12 kwietnia 2018

Syzyfowe prace II

HISZPAŃSKIE PODATKI I WYNAJEM DOMÓW WAKACYJNYCH


O podatkach pisaliśmy tu już nie raz. Tematu tak naprawdę nie da się zamknąć. A przyczyną są ci, którzy za nim stoją, czyli hiszpańskie instytucje finansowe  - przede wszystkim te państwowe, ale także te prywatne.

domy na wynajem w hiszpanii
Wakacyjny wynajem domu to wszak interes, jak każdy inny. Pomijam opcję, kiedy ktoś decyduje się robić to całkowicie „na czarno” (tak jak mi zresztą radzili pewni dobrzy tubylcy). Jednak przyjmijmy, że robimy to legalnie.

Gdyby taki interes prowadzić np. w Wielkiej Brytanii, to nie ma problemu. Otwieram komputer, wpisuję przychód i koszty w odpowiednie rubryki, system wylicza dochód, podatek, po czym daje możliwość natychmiastowej zapłaty online (albo inne opcje). Cześć.

Jak jest w Polsce, to nie wiem. Boję się jednak, że bez odbezpieczonego rewolweru nie podchodź. Wszak ktoś, kto uważa ciebie za potencjalnego przestępcę – sam nie może być dobrym człowiekiem. Nie, dziękuję.

W Hiszpanii mamy najwyraźniej system pośredni. Ludzie wydają się sympatyczni, stworzyli system elektroniczny – który jest niezłym bajzlem. Nie wiem, czy tak im wyszło, czy to celowo. Czy ktoś tu łowi ryby w mętnej wodzie, czy też jest po prostu bałaganiarzem, z zamiłowania lub genetycznie?

Ja o nowościach w systemie i pewnych starych zawiłościach jeszcze kilka dni temu nie wiedziałem. Wszak używałem ów system tylko do momentu wygenerowania zeznania, a później przesyłałem je e-mailem do banku i oni to załatwiali dalej. Ale już nie chcą tak robić, proponują durnowate „przyjdź do oddziału”. Jak? Rzucim się przez morze?
No ale wyjaśnili mi, że mogę sam zapłacić z konta, jest tam taka zakładka. Moje konto ma też podpis elektroniczny. Sprawa na przyszłość wydawała się prosta. I pomyślałem -

Bój to jest nasz ostatni?

Jednak – nie.
Otóż cały proces składa się następujących elementów: obliczenie przychodu, wydatków i dochodu; wpisanie ich w Formę 210, wpisanie danych tegoż formularza w system bankowy; i coś o czym wcześniej nie wiedziałem (bo powinno robić się samo, przez bank) – poinformowanie o tym hiszpańskiego systemu podatkowego. Tak, mimo że ów formularz 210 wypełnia się online i takżeż zatwierdza, to państwo jeszcze musi być poinformowane o wpłacie. Owszem, ono tą wpłatę ma, ale może nie zauważyć, prawda?

I tu już wam coś pewnie świta, ale po kolei. Otóż podatki wyliczyłem zgrabnie, to nie problem. Z użyciem Modelo 210 pojawiła się pierwsza zagwozdka. Otwarłem link, który mam w zakładkach, wpisałem wszystko w formularz, zatwierdzam... nie działa! Tzn. wyświetla po hiszpańsku „niedozwolona operacja”. Jak to?!
Podjąłem znane z psychologii „działania fiksacyjne” - takie, kiedy próbujecie coś dopasować na siłę, choć przecież widać, że nie idzie. No i nie szło.
Trzeba by było z innej mańki.

Otwarłem inny link do Formy 210... no i okazało się, że od tego roku jest nowa. Tzn. taka sama, tylko, że nowa. Trochę inny layout, te same rubryki.
Trzeba powiedzieć, że ma wszakże jeden plus. Jak zrobisz błąd, to przy zatwierdzaniu pokazuje dokładnie, gdzie ten błąd jest. Poprzednia tylko mówiła, że jest błąd, ale nie gdzie.

Formularz 210 z głowy, płacimy. Wypełniłem odpowiednie rubryki na koncie, zatwierdzam – nie działa. Osz k... Głowa mnie już boli. Dzwonię na numer, który się wyświetlił. W banku odbiera sympatyczny gość, który jak się okazuje, nie za bardzo orientuje się w temacie. Każe mi czekać, pyta, jednego, drugiego menadżera. Nikt nie wie o co chodzi. Podobno wszystko robię dobrze (dużo kombinacji nie ma – pięć rubryk).
W międzyczasie sam czegoś próbuję. Jest! To nie ta zakładka na koncie (którą oni mi wskazali). Inna. Działa! Zapłacone. Uczę gościa z banku S., ten się bardzo cieszy i dziękuje.

Już tylko drobiazg

Została pestka... wpisać numer, który się wyświetlił po płatności w odpowiednie miejsce na stronie Agencia Tributaria. Prowadzi tam link, który również się wyświetlił.
No i tego miejsca szukam do dziś. Link jest do d..., tzn. do strony głównej skarbówki, a na niej jak można się domyślać, są setki możliwości.
W banku nie umie mi nikt powiedzieć co z tym zrobić, w Agencia Tributaria nie wiadomo gdzie znaleźć kompetentną osobę, zresztą potrzebuję aby ta osoba mówiła po angielsku, czat nie działa, na Twitterze nie odpisują, na e-maila też nie...

Czy mimo tych przejść polecam komuś oddanie spraw w ręce biur podatkowych? Nieee... No chyba, że będziecie mieli ciężkie tysiące dochodu (nie przychodu). A tak, płacić więcej za pomoc w uiszczeniu podatku niż ten podatek wynosi – to się kupy nie trzyma.

Dojdziemy do rozwiązania, spoko.

niedziela, 11 lutego 2018

Pokaż się ludziom

Aby mógł powieść się wasz wakacyjny wynajem nieruchomości, najpierw musicie dotrzeć do klienta. Jak w każdym handlu – usługi to też handel w pewnym sensie. Rzecz niby prosta, można ją komuś zlecić; ale można też zrobić samemu. Praktycznie bez pieniędzy. Pomijam na tym etapie platformy do wynajmu nieruchomości.



Tak, wiem, że nie spodoba się to tym, którzy wam proponują to zrobić za pieniądze. Nie ma innej możliwości.  Domy na wynajem w Hiszpanii kuszą stado pośredników. Niemniej – i dla nich w naszym schemacie może znaleźć się miejsce. I zarobek.

W dzisiejszych czasach królem jest internet. I bez jakiejkolwiek znajomości tegoż... sorry, skazani jesteście na wymarcie. Ale – jeżeli to czytacie, to znaczy, że jesteście tu obecni. Być może nawet zastanawiacie się – o czym ja mówię? Ale tak, istnieją wciąż ludzie, którzy pozostali mentalnie w poprzednim stuleciu. Dokładnie jakieś 30 lat przed jego zakończeniem. Bo telewizję np. uznają. Telefon (chociaż bez cudów). Za nimi ten postęp, że już nie chodzą na pocztę, aby zamawiać rozmowę... ale wciąż za nią płacą, kiedy można za darmo...

Owszem, są tacy, którzy po prostu mają ten domek i udostępniają go czasami rodzinie i znajomym. Albo nikomu. Stać ich na to. I chwała im za to. Też bym tak chciał.

A tymczasem dla tych, którzy chcą lub muszą wynajmować, sytuacja jest inna. Trzeba się reklamować. Bo reklama i promocja – w gruncie rzeczy są bardzo pokrewne.

Zacznijmy więc może od tego, że dobrze byłoby się zapisać i do zwykłych portali ogłoszeniowych i reklamować na nich. Wydaje się nawet, że w Polsce tych za darmo jest więcej niż np. w UK.
Oczywiście – kto dostrzeże wasze ogłoszenie, gdzieś w tłumie, pośród tysięcy innych ogłoszeń? Cudów nie ma.
Jednak ono ma sens. Owszem, może je ktoś mimo wszystko zobaczyć bezpośrednio i u was zabukować. Jednak ważniejsze chyba jest to, że ono wyświetla się jako osobna strona internetowa (podstrona dokładnie) i jako taka podlega wszystkim regułom internetu, a szczególnie Google (bo to oni rządzą internetem, nie da się ukryć). I kiedy ktoś wpisze w wyszukiwarkę „domek na La Manga” - może mu się wyświetlić wasza oferta. Ale ważne, aby te słowa zostały użyte w tekście ogłoszenia.
Tych ogłoszeń możecie dać wiele, na różnych portalach. Ale zmieniajcie ich treść, chociaż trochę. Google w przeciwnym wypadku bierze to za spam.
Tu wchodzimy w teorię SEO (Search Engine Optimization), czyli pozycjonowania stron, o czym na razie tyle.

Są jeszcze potężniejsze narzędzia reklamowe. Najważniejszym z nich jest Facebook. Najpierw piszemy na swojej stronie, później dodajemy do grup. Proste. Pamiętajcie również o Marketplace i dodawaniu do wielu grup za jednym zamachem. Kiedyś Facebook za to karał, dziś sam dał taką możliwość.
Problem może powstać, kiedy robimy to za często. Facebook nie po to gada tyle o „social media w promowaniu twojego przedsięwzięcia”, aby być dobrym kolegą. Oni chcą kasy. Najlepiej, abyś zapisał się do Facebook Ads (można, polecam) i tam promował swój spam. Według dużych firm, posiadaczy kanałów informacyjnych, spam opłacony, to już  nie jest spam (a definicja tego zjawiska jednak nie odróżnia spamu za pieniądze i tego darmowego). No ale to oni dyktują warunki. A jak się do nich nie dostosujesz – mogą zablokować.

Są wszak jeszcze inne opcje. I nie będę tu mówił o Twitterze, który ma niskie loty wśród narodu polskiego (warto by sprawdzić czemu). Ale jest np. coś takiego, jak Google AdWords.
To te małe ogłoszenia, które wyświetlają się na różnych stronach internetowych np. pośród tekstu, obok itd., a których tematyka dziwnie odpowiada temu, o czym przed chwilą czytaliście. Ich właścicielem jest Google albo jego krewniacy. A raczej dystrybutorem, bo treść możecie podyktować np. wy. Jak i określić gdzie mają się wyświetlać. Np. na całym świecie. Da się zrobić.
To oczywiście kosztuje. Płacimy za kliknięcie. Ale może się opłacić

Wreszcie własna strona internetowa. Ale to już inna bajka. Bardzo piękna, ale wykonalna. I to tanio.

Wszystkie wyżej wymienione formy mają jedną przewagę nad platformami do wynajmu (o których innym razem) – pod warunkiem, że nie promujemy w nich linka do np. Home Lettings, a nasze dane. Klient dociera bezpośrednio do nas. Nie płacimy nikomu prowizji za pośrednictwo.
Ale za tym idą też minusy. Wszystkim, zwłaszcza od strony finansowej, trzeba zająć samemu. I całkiem samemu za wszystko odpowiadać przed klientem.