środa, 8 kwietnia 2020

Być w zwycięskiej drużynie

Epidemia a wynajem nieruchomości wakacyjnych




Hulający po świecie i Europie koronawirus spowodował znaczące już straty gospodarcze. Szczególnie wrażliwy w takich momentach jest biznes turystyczny, zaś jego częścią jest wakacyjny wynajem nieruchomości. Zawiedzeni są ci, którzy mieli przyjechać, niektórzy stracą trochę gotówki. Ale dla właścicieli nieruchomości wakacyjnych to może być po prostu dramat.

Oczywiście, pandemia to przede wszystkim zagrożenie dla zdrowia i życia. Z tym nie da się nic porównać, żadnych strat materialnych. Ale mając to na uwadze, oddając szacunek tym którzy odeszli, trzeba iść dalej. Czyli pracować, względnie prowadzić biznes (czyli też pracować – nawet leżąc).

Niektórzy nawet jakoś przędą. Np. żywność zawsze produkować trzeba i ktoś na tym przecież wciąż zarabia. Chemia (w tym lekarstwa, środki czystości, kosmetyki itp.) też ma się dobrze również – a czasami nawet szczególnie – w czasie takiej klęski. W ogóle znaczna część wytwórstwa stanąć nie może. Działają nawet fabryki i handel tym, co nie jest konieczne dla życia. Niedawno w Wielkiej Brytanii sensację wywołała krótkotrwała na szczęście działalność w czasie epidemii sklepów Direct Sports.

Jednak w turystyce tak się nie da. Przede wszystkim dlatego, że ona polega na ruchu, który obecnie jest zakazany. Zwłaszcza ten niekonieczny dla utrzymania się przy życiu. Turystyka jest trochę jak rozrywka. Zbędna. Prawie... Przy czym rozrywkę da się prowadzić na wielu obszarach nie „na żywo”. Turystyka przez telewizję czy internet to zupełna namiastka, do tego kompletnie nie dająca profitów właścicielom hoteli i nieruchomości wakacyjnych (chyba, że jako reklama – czyli w przyszłości).
Ci od hoteli mają za sobą już jeden ciężki szok, parę miesięcy temu. Wtedy, kiedy padł Thomas Cook wielu płakało, że pójdą z torbami. Teraz – następny. Obejmujący też „drobnicę”. Wynajmu nie ma już od jakiegoś czasu – o ile w ogóle ktoś go ma w zimie – i nie będzie dłużej. A sezon właśnie powinien zacząć się rozkręcać...

O dziwo, w mediach społecznościowych, gdzie normalnie głośno o różnych mało istotnych problemach, tym razem nie mówi się dużo o sytuacji w wynajmie. Mało kto z turystów pyta, co on ma teraz zrobić, mało kto ze strony właścicieli się skarży. Przyjęli to na klatę?

Tymczasem skądinąd wiadomo, że sytuacja wesoła być nie może. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o tych, którzy swoje domy kupili na kredyt. Tu zupełnie normalne na rynku nieruchomości przecież. I takie domy na wynajem mają się spłacać dzięki temu, że się je komuś wynajmuje.

Owszem, w Polsce gdzieniegdzie wciąż żywe jest przekonanie, że kupujemy coś dopiero wtedy, kiedy mamy na to gotówkę. Ludzie mają konta od dawna, karta kredytowa i pożyczka to rzecz powszechnie znana, ale często atrybut tych, którzy są w kłopotach, a nie tych, którzy myślą o inwestycjach. Zarobił – to inwestuje. Nic nie ma, a inwestuje – to szachraj. Filozofia typu „wymyślić interes – zgromadzić na niego środki (mogą być nie własne)” ustępuje tej „mieć własne środki – wymyślić interes”.

Teraz ta chłopska filozofia jednak popłaca. Ci, którzy zainwestowali w Hiszpanii i gdzie indziej całkowicie własne pieniądze, martwić mogą się tylko o rachunki. I to płacone z pustych domów. Nie powinny być wysokie.
Ale ci, którzy „jadą na kredytach” mogą mieć naprawdę ciężko. Pomysły typu „nic nie odwoływać, przebukować na później” to żadne pomysły. Bo później przychód też miał być, swoją drogą. A co z tym teraz? Przecież on miał pokrywać kredyt...

Co zaś z tymi, którzy owego biznesu nie prowadzili sami, ale byli z nim jakoś związani? O prawników i księgowych nie ma się co pewnie martwić, ale przecież są przewoźnicy, sprzątacze (czy też „gospodarze domów”), różni pracownicy techniczni. Lżej będzie oczywiście tym, którzy w ten sposób sobie tylko dorabiali. I chyba jest ich sporo. Ci, którzy z tego żyli, nie będą w lepszej sytuacji niż sami właściciele.

pusta plaża


Co potem? Dla tych, którzy przetrwają? Scenariusz trudno przyjąć za pewnik, ale można pewne sytuacje sobie wyobrazić. Niektórzy wpadną w kłopoty finansowe. Nadzieja w tym, że okres pandemii nie będzie tak długi, aby były to bankructwa właścicieli nieruchomości, czy też raczej przejęcia bankowe.
A jeżeli tak będzie, to na rynek powrócą znów te same domy, czyli per saldo razem z tym, co wybudowano (jeszcze niedawno budowano sporo, ale i tu przecież trwa kryzys) będzie ich więcej i ich ceny powinny spaść. Branża odbuduje się, tyle, że z udziałem innych osób.

Kiedy już sytuacja uspokoi się, to można spodziewać się oddechu społeczeństwa i wzrostu konsumpcji. Tak jak po wojnie. Ci, którzy przetrwają, będą chcieli się bawić, odreagować. Oczywiście, na tyle, na ile będzie ich stać. Wszak po takich przejściach pewnie pusty będzie trzos. No ale z drugiej strony, jak gdzieś jechać, to właśnie tam, gdzie jest taniej – np. do domku na Costa Brava.

Ale z trzeciej strony... żeby było czym. Kolejne linie lotnicze padły niedawno (Flybe), inne zostały zamknięte (Germanwings), stawiać można w ciemno, że jakieś znów padną. Ci, którzy pozostaną, podniosą ceny, bo konkurencja będzie mniejsza.
Wszakże na jak długo? Przecież samoloty po bankrutach pozostaną. Ktoś je przejmie. Ktoś otworzy nowe linie.

Tak więc – wszystko się odbuduje. Problem tylko kiedy i z kim w składzie. Obyśmy się znaleźli w tej drużynie.


A tu - o specyficznych scenariuszach sytuacji po pandemii