niedziela, 15 lipca 2018

Pierwsza była Costa Brava

Swoją przygodę z Hiszpanią rozpoczęliśmy jak na dzisiejsze czasy nietypowo, bo... pod namiotem. Przez przypadek zresztą. Do tego na Costa Brava, najbliższym UK i Polski. Później przyszły kolejne etapy – wakacje hotelowe oraz kupno domu. Dla siebie i na wynajem. Poznaliśmy różne opcje turystyki w tym kraju. I... każda ma plusy i minusy.  

A z tym namiotem to było tak, że ani namiotu, ani Hiszpanii nikt nie planował. Ale razu pewnego zaszedłem do Tesco, a tam obniżka na namioty. 10 funtów za taki czteroosobowy. Jak można było nie wziąć? To wziąłem.

No i później siedzimy z kumplem przy piwie (ciepło było) i tak się zastanawiamy – gdzie by tu wyskoczyć pod te namioty? Może do Walii... Ale przecież to Wielka Brytania, pogoda może się zepsuć i co my wtedy...
No to skoczmy już za Kanał. We Francji pogoda będzie pewnie lepsza. Ale jak do Francji, to czemu nie na południe? Tam na pewno będzie jeszcze lepsza,
Zaczęliśmy nawet sprawdzać tę Francję, a konkretnie Riwierę. Niestety, z wieloma pracownikami kempingów nie można się było dogadać przez telefon. Znali tylko swój język. Do tego strony internetowe owych obiektów były dość ubogie. Spróbujmy więc za Pirenejami. Przecież to tylko kilka kroków.

wczasy na Costa Brava
Interesujących miejsc kempingowych było tu sporo. Dobrze też czytało się materiały w necie. A przez telefon spokojnie można było zasięgnąć informacji dokonać wstępnej informacji.
Wybór padł na miejscowość Platja d'Aro i kemping w lesie nad samą woda. Dokładnie nad urwiskiem, z którego schodziło się po drewnianych schodach na małą plażę w spokojnej zatoczce z przejrzystą wodą. Plaża była praktycznie tylko dla mieszkańców kempingu, bo najwyraźniej nie wiedzieli o niej ci zza skały, która oddzielała zatokę od wielkiej i zatłoczonej plaży miejskiej.

Świetne miejsce, do wypoczynku, plażowania i pływania, również z rurką. Ciekawe wakacje. Choć już wtedy kusiły mnie również hotele w Platja d'Aro i koncepcja wakacji, na których wszystko ma się podane do dzioba.
No i na takowe pojechaliśmy następnym razem. Do sławnego Lloret de Mar. Ta miejscowość ma sporo do zaoferowania, a biorąc pod uwagę okolice, znajdziecie tu średniowieczne zamki, muzea, świetne restauracje, energetyczne kluby i małe knajpeczki oraz szerokie plaże. No i to, co przyciąga wielu, czyli największy w Europie Park Wodny, Water World.

Jest tu ten hotel znany z „Pamiętników z Wakacji” i sporo innych, ale wybraliśmy ciut oddalony od plaży (10 minut) Hotel Selvamar. M.in. dlatego, że mieli tu opcję wyżywienia Full Board. Do tego też świetny, naprawdę duży basen i mnóstwo innych rozrywek dla małych i dużych. Piłka wodna, siatkówka, siłownia, aerobik w wodzie, strzelanie, animacja w dzień i w nocy, ciągłe konkursy itp. itd. Działo się.
A pod hotelem ciąg małych knajpek, gdzie chodziliśmy wypić jakieś ciekawe wino i oglądnąć futbol. Bo nie ma to jak oglądać piłkę nożną w Hiszpanii, nawet w TV. Akurat wtedy Wisła grała w eliminacjach do Ligi Mistrzów, Hiszpanie pokazywali relację, uważali krakowian za faworytów, a tu... klops. Ale za bardzo nam to pobytu nie popsuło.

wakacje na Costa Brava
Do tego stopnia, że za kilka lat powróciliśmy na Costa Brava, znów do hotelu. Tym razem w miejscowości Santa Susanna. Hotel nie był aż tak atrakcyjny, basen mniejszy, ale były plusy. Do plaży bliżej i no i znajdowaliśmy się przy promenadzie, gdzie ciągle coś się działo. Jeżeli nie podobał nam się program rozrywkowy w naszym hotelu, to szliśmy do następnego. Bo tu wszędzie przyjmują z otwartymi rękoma. Więc jak nie pokaz papug, to węże. Jak i nie to, to może tańce brazylijskie? Albo koncert fajnej, rockowej kapeli? Nie dało się nudzić wieczorami.

To trzeba oczywiście lubić. Takie życie trochę bardziej zorganizowane, ale i w zgiełku popularnego kurortu. Może być – jednak spokój też lubimy. I wczasy, podczas których wszystko organizujemy sobie sami i robimy co chcemy i kiedy chcemy. Albo i nic nie robimy, poza leżeniem w swoim ogrodzie nad swoim basenem.
Dlatego właśnie kupiliśmy nieruchomość w Hiszpanii. Tym, którzy lubią ten typ wypoczynku, chyba też tańszego, polecamy wynajem domów wakacyjnych. Nie tylko w tym kraju, ale szczególnie w całym basenie Morza Śródziemnego, czy w ogóle na całym świecie.

środa, 11 lipca 2018

Syzyfowe prace III


HISZPAŃSKIE PODATKI I WYNAJEM DOMÓW WAKACYJNYCH

Mam! Otrzymałem z hiszpańskiej skarbówki certyfikat elektroniczny i mogę sam płacić podatki za hiszpański dom. Z dowolnego miejsca na ziemi, nawet bez chodzenia na pocztę i bez płacenia komuś za pośrednictwo. Działa... prawie wszystko.

hiszpańskie podatki
Czytelnicy tego bloga pewnie pamiętają, że z systemem użeram się od dłuższego czasu. Przypomnienie – w poprzednim odcinku.
Żyjąc w realiach brytyjskiego systemu skarbowego, nie mam zamiaru nigdzie łazić, nikomu odpalać doli i chcę „robić te rzeczy”, łatwo, szybko i przyjemnie. Zapomniałem już też jak było w Polsce, gdzie ludzie wciąż udają się do urzędu, wypełniają jakieś papiery, stoją w kolejkach...

Nie mam na to czasu. Wszak podatki za dom w Hiszpanii, który sam na siebie zarabia przez cały rok, trzeba płacić PIĘĆ RAZY W ROKU (oprócz tego podatki komunalne płacą się same, za pomocą stałego zlecenia). Tu jeszcze raz o tym, jak płacić podatek w Hiszpanii, za wakacyjną nieruchomość. I nie mam na to pieniędzy. Biura prawne życzą sobie tyle za usługę (w tym niepotrzebne mi obliczanie podatku – „proste jak taczki”), że całe przedsięwzięcie traci sens, biorąc pod uwagę jeszcze sam podatek i inne opłaty. Chyba, żeby się dysponowało chatą, która generuje ciężkie tysiące.

Tak więc jakiś czas temu wyklarowano mi, że zapłacić online się po prostu nie da. Trzeba mieć zainstalowane w komputerze specjalny certyfikat elektroniczny. W momencie wejścia (przez Firefoxa) na stronę skarbówki zostajemy rozpoznani przez system i możemy wypełniać formularz i płacić.
Dostać korespondencyjnie owego certyfikatu nie można. Trzeba jechać do odpowiedniego oddziału osobiście. Certyfikat jest ważny dwa lata. Przed upływem owego czasu należy go odnowić (można online – podobno).
Zdecydowałem się przejść i ową procedurę. Rozpocząć ją trzeba wcześniej, umawiając się na wizytę i otrzymując specjalny numer referencyjny. Nie da się po prostu przyjść.

hiszpański urząd skarbowy
Dzięki pomocy znanego wielu z Was biura tłumaczeń umówiłem się i przebyłem wizytę. Jest to dość szybkie spotkanie... tzn. moje było ciut dłuższe, jako że musiałem wyklarować sprawę poprzedniego podatku, który bez certyfikatu zapłaciłem z konta „na siłę” – a więc nie było tego w systemie Agencia Tributaria.

Certyfikat przychodzi na podany w zgłoszeniu e-mail. Jego instalację radzę również przeprowadzić z tłumaczem, jeżeli nie jesteście zbyt biegli w hiszpańskim. Oprogramowanie zaś dobrze ściągnąć również na pendrive, jako że ewentualna reinstalacja Windows (podobno również czyszczenie systemu) spowoduje, że ów certyfikat się ulotni. Trzeba by znów jechać do Murcii, czy gdzie tam macie urząd skarbowy...

Działa! Ale... Okazuje się, że prosto to ja mogę zapłacić podatek tylko za siebie. Ale co, kiedy nieruchomość jest również na współmałżonka? Wszak wtedy ów współmałżonek musi zapłacić połowę podatku i wypełnić osobny „PIT”. Okazuje się, że najlepiej, aby taka osoba miała osobny certyfikat, na osobnym komputerze.
Niby istnieje w formularzu możliwość płacenia za kogoś, ale system jednak wariuje, kiedy wybierzemy taką opcję. Ja upchnąłem drugiego podatnika „butami” - tzn. wpisując siebie jako wypełniającego, przedstawiciela płatnika i współpłatnika oraz nabywcę lokalu. Żona pozostała w tym formularzu tylko płatnikiem. Inaczej wyświetlają się błędy i zapłacić się nie da.

I w ten sposób jakoś zaspokoiłem swoją chęć płacenia podatków... ;-)
Jeżeli macie jakieś pytania, proszę o kontakt tutaj