sobota, 8 sierpnia 2020

Drobne i mniej drobne niedogodności

 

Posiadanie mieszkania na wynajem w Hiszpanii może nieść ze sobą pewne korzyści finansowe i być po prostu frajdą - wszak kiedy nam pasuje korzystamy z niego sami. Niestety, towarzyszy mu również kilka niebezpiecznych pułapek, czy innych niedogodności, które wynikają bądź to z sytuacji ogólnej bądź z uwarunkowań hiszpańskich. 



Jakiś czas temu wspomnieliśmy tutaj o „dzikich lokatorach”, którzy właśnie w warunkach hiszpańskich mają szczególnie łatwe zadanie, aby rozgościć się na waszych włościach. Są wręcz chronieni przez państwo.

Problem ów dość systematycznie powraca na forach polskich i opiniach innych expatów. Nie może być inaczej, skoro fo tej pory nie został logicznie rozwiązany. Najwyraźniej większość społeczeństwa, w tym również hiszpańskiego, widzi bezsens takich uregulowań, ale dalej nikt z tym nic nie robi. Bezsens - bo jest to prawnie usankcjonowane bezprawie.

Mnie tylko dziwi, jak to możliwe, że taki potworek legislacyjny powstał w kraju, w którym przez dekady działał rząd skrajnie prawicowy. Nie, nie narodowo-socjalistyczny, czyli taki, który daje robotnikom, chłopom i nierobom, po czym barwi to elementem tradycji narodowej. Taki jest tak naprawdę lewicowy. Tu był prawicowy, czyli oparty o własność, arystokrację i Kościół; generalnie o warstwy wyższe.
No chyba, że stało się tak dlatego, że element skrajnie przeciwny, czyli lewicowy, tutaj nigdy nie wyginął i wreszcie podniósł łeb. Po czym daje cudzą własność różnym szumowinom.

Miejmy nadzieję, że to wynaturzenie, czy wręcz zboczenie systemu prawnego, zostanie kiedyś wyleczone. Gorzej z tym, co nie wynika z „hiszpańskości”, a dotyka obecnie całego świata. Takie epidemie jak to, co doświadczamy obecnie, to cios w gospodarkę, w turystykę szczególnie, a w tym i w nieruchomości wakacyjne. 

Z tą pandemią pewnie wcześniej czy później damy sobie rady. Jednak problem jest głębszy. Jak spodziewają się naukowcy, różnego typu nowe epidemie mogą się pojawiać coraz częściej. Przyczyny tego są naturalne, jak i sztuczne, sprowokowane przez człowieka. I jak sobie z tym radzić na rynku turystycznym? - dobrej recepty póki co nie wynaleziono.
Wiadomo, że pobyt w osobnym domku w takim właśnie czasie ma swoje zalety, które można zachwalać turystom. Nie stykamy się z hotelowym tłumem, korzystamy z własnych pomieszczeń i urządzeń, łatwiej trzymać dystans. Nie trzeba też tłoczyć się na miejskich plażach, a lepiej pojechać gdzieś dalej, poznać zalety regionu. Słowem, można mieć zdrowe i wciąż wspaniałe wakacje. Grunt, żeby w ogóle nie zakazano wyjazdów...

A kiedy o siłach natury mowa, to zauważyłem tutaj inną niedogodność. Rzadką na szczęście, ale bywa, że bardzo dojmującą w skutkach. Otóż pogoda w Hiszpanii, zwłaszcza na południu, nad morzem, jest z reguły znakomita. Na Costa Blanca ponad 300 dni słonecznych w roku itd.

Ale mniej więcej raz-dwa razy do roku trafia się naprawdę zła pogoda. Nie, nie tak zła jak w Polsce czy w Anglii. Katastrofalna. Taka, która nie tyle goni turystów, ale która zalewa mieszkania, a nawet burzy budynki. Woda plynie ulicami, a policja zakazuje wychodzenia z domów. Są ofiary, nie mówiąc o poważnie uszkodzonych nieruchomościach i zniszczonych pojazdach. Jak już leje, to na całego.

W tym kontekście pojawienie się śniegu kilka lat temu na dwa dni brzmi dość humorystycznie. Inna sprawa, że dla nieprzyzwyczajonych do tego tutaj, to może być problem. U mnie skończyło się tylko tym, że kiedy „wywaliło korki”, turyści uciekli, twierzdąc, że „wichura zerwała kable”. 

Ja już nie wspomnę, że w Hiszpanii bardziej możliwe są trzęsienia ziemi. Ostatnie, które obróciło w ruinę Vega Baja (teren na południu Costa Blanca) było w XIX wieku co prawda, do tego nauczyliśmy się nieco przewidywać podobne kataklizmy, więc może nie będzie tak źle... Generalnie taka jest specyfika południa Europy.

Spotkałem się ostatnio z innym jeszcze problemem dla wynajmu wakacyjnego, wynikającym znów z działalności ludzkiej, czy też uwarunkowań prawnych. Otóż rada osiedla (urbanizacion) może dużo – np. zakazać wynajmu wakacyjnego lub wynajmu długoterminowego. I nic im się nie da zrobić.
Owszem, można i należy przeprowadzić wywiad już na etapie kupna, jak wygląda sytuacja w tym temacie. Gorzej, jak coś odbije im później. Oni nie słuchają argumentów, że „przecież kiedy ja kupowałem tę chatę, to to wynajme był dozwolony i co ja mam teraz zrobić”.

Problemem dla nich jest wszakże to, że zarząd – składający się np. z trzech emerytów, którzy chcą mieć spokój - takiej decyzji sam podjąć nie może. W moim przypadku „junta”, w której wy też możecie uczestniczyć, odrzuciła pomysł. No bo w składzie zgromadzenia ogólnego mieszkańców przeważać mogą inni. Tacy jak wy.
Warto jednak i na ów problem uważać. Jak i mieć na uwadze wszystkie pozostałe. Bynajmniej nie zniechęcam nikogo do posiadania domu na Półwyspie Iberyjskim, ale warto zabezpieczyć się przed tym, przed czym się da, a o innych rzecach... no cóż, pamiętać.

A tymczasem cieszmy się tym co mamy i trzymajmy się zdrowo!

  


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza